Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks

wtorek, 12 sierpnia 2014

Paranormal Activity: Naznaczeni (2014)


PARANOMAL ACTIVITY: THE MARKED ONES / PARANORMAL ACTIVITY: NAZNACZENI (2014)
reż. Christopher Landon; scen. Christopher Landon
kraj produkcji: USA

No i nastał ten dzień, gdy ukazała się kolejna część serii, która powoli zaczyna być produkowana taśmowo jak Piła, czy kiedyś Piątek 13. Nie powiem, na początku kibicowałem tej serii, bo może nieco po nawet dobrej jedynce, wyszła genialna dwójka, a potem niczego sobie trzecia część. Czwarta odsłona już zaczynała nużyć i tak odkładałem Naznaczeni na później, aż w końcu się skusiłem. Nie było aż tak źle.

Dwóch młodych chłopaków zaopatruje się w porządną kamerę (nawet i z funkcją HD). Zaczyna nagrywać swoje codzienne życie. W bloku, piętro niżej mieszka stara Amy, która uważana jest według wszystkich za czarownicę. Pewnej nocy chłopcy słyszą odgłosy dochodzące z jej mieszkania. Przez szyb wentylacyjny spuszczają kamerę i zauważają nagą młodą dziewczynę na której nawiedzona sąsiadka przeprowadza jakiś rytuał. Kilka dni później okazuje się, że ich kolega ze szkoły zamordował Amy. Chłopcy wpadają do domu sąsiadki, który oczywiście jest zaplombowany. Znajdują tam ślady krwi i jakiś notatnik. Po zgłębieniu się w historię okazuje się, że przeprowadzany rytuał naznacza dzieci w łonie matki po to, aby zostały opętane. Główny bohater filmu także został naznaczony...

Zacznijmy od początku. Fabuła jest taka naciągana troszkę. Początek niby się wlecze, ale nie razi i ogląda się to w porządku. Po rozkręceniu filmu, czyli gdy Amy zostaje zabita, akcja zaczyna się co nie co rozkręcać, ba, nawet zdarzają się i jump sceny, lecz... no właśnie. Sceny nie są zrobione w sposób zaskakujący jak w przypadku drugiej odsłony i do tego jest ich mało. Raptem na jednej tylko się wzdrygnąłem. Do tego końcówka sama filmu jest strasznie zawiła i ciężko ją zrozumieć. 

Przez film da się przebrnąć bez problemu, lecz zostawia pewien niedosyt. Czuć tu już straszną chęć podreperowania budżetu, lecz dalej tragedii nie ma. Na zapowiadaną kolejną część oczywiście czekam, lecz już bez wypieków na twarzy.

SCREENY




TRAILER


OCENA
5/10

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Obsydianowy motyl (2000)


OBSYDIANOWY MOTYL / OBSIDIAN BUTTERFLY (2000)
autor: Laurell K. Hamilton

Nigdy wcześniej nie czytałem powieści tej autorki. Nawet i nie pokusiłem się o zainteresowanie nią, gdyż cykl powieści o Anicie Blake uważałem wstępnie za zmierzchopodobny wyrób. Przypadkiem trafiła mi ta powieść w łapy i powiem Wam szczerze, że zachwyciłem się prawie od samego początku.

W Nowym Meksyku, na terenie Santa Fe dochodzi do tajemniczych morderstw, gdzie ofiary są obdzierane ze skóry, lecz dalej żyją. Rywal Anity Blake, Edward, wzywa ją aby mu pomogła rozwikłać zagadkę, gdyż obiecała mu kiedyś przysługę. Po przybyciu na miejsce zbrodni i obejrzenia ciał w szpitalu nasza bohaterka jest pewna, że nie jest to robota istoty żywej. Warto zaznaczyć, że nasza bohaterka żyje z ożywiania nieumarłych. Podczas wizyty w domu ofiar zaczyna czuć duchy, jakąś nieznaną aurę. Razem z Edwardem zaczyna rozwiązywać zagadkę mistycznych obdarć ze skóry, lecz historia zaczyna się komplikować...

Wielki plus dla autorki za to, że powieść bywa brutalna. Podczas opisów ciał jest tyle szczegółów, że bez problemu można sobie wyobrazić jak to wszystko wygląda. Drugim atutem jest na prawdę wciągająca fabuła. Podczas oglądania okładki myślałem, że to będzie lekka, niezbyt porywająca książka na miarę wspomnianego Zmierzchu, jednak zaskoczyłem się pozytywnie. To nie jest pierwsza powieść z cyklu o Anicie Blake, więc kilka wątków drobniejszych pozostało dla mnie nie do końca zrozumiałych, lecz jest to plus, gdyż mam ochotę przeczytać poprzednie wypociny autorki.

Książka zasługuje na pozytywną ocenę, chociaż słabszych czytelników może przerazić ilość stron (około 900), jednak gdy się już wciągnięcie, co nadchodzi bardzo szybko, to wszystko będzie płynąć tak trzymając w napięciu, że w oka mgnieniu dobrniecie do końca.

OCENA
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 10 lipca 2014

Sanato (2014)


SANATO (2014)
autor: Marcin Szczygielski

To dopiero coś. Rzadko intrygują mnie powieści rodzimych autorów. Zawsze jest w nich trochę mocnego tematu, potem sporo szmiry i w najlepszym wypadku książeczka robi się co najwyżej bardzo dobra, ale to bardzo rzadko. Tutaj spotkało mnie miłe zaskoczenie. Już sama okładka robi dobry klimacik, a jeszcze do tego opowieść jest na faktach - już na wstępie byłem kupiony.

W roku 1931 w sanatorium przebywa gro ludzi chorych na gruźlicę. Ludzie są zdesperowani i powoli wszyscy zaczynają umierać. Sanato ma odwiedzić lekarz z Niemiec, wraz ze swoją kobietą, która wyzdrowiała dzięki rewolucyjnej metodzie leczenia - wstrzykiwaniu złota do organizmu. Do eksperymentu zostaje wybrane osiem osób. Leczenie początkowo przebiega pomyślnie, lecz z czasem zaczynają się dziać niespodziewane efekty uboczne, które nie wpływają dobrze na pacjentów...

Opowieść na faktach - jak już wspominałem wcześniej, tym można mnie kupić na wstępie. Styl pisania autora też należy do przyjemnych, bo powieść wciąga strasznie od pierwszej strony, lecz wolno się rozkręca. Trzeba przeczytać około połowy powieści zanim zaczną się dziać "dobre" dla horrormaniaków rzeczy. Klimat robi się ciężki gdy ginie jeden z kucharzy, a pozostali mieszkańcy, którzy biorą udział w tajemniczym leczeniu zaczynają mieć omamy. Podczas czytania nieraz można odczuć dreszcz na ciele, a to przez idealnie wykreowaną atmosferę i elementy suspensu.

Marcin Szczygielski stworzył chyba najbardziej ciekawe dzieło horrorowe w tym roku. Ogromny szacunek. Książka obowiązkowa dla fanów grozy. Ma u mnie ogromnego plusa, bo z dzisiejszych produkcji mało która potrafi mnie tak wkręcić jak Sanato.


OCENA
9/10