Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1978. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1978. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2013

Alucarda (1978)


ALUCARDA / PIEKŁO (1978)
reż. Juan Lopez Moctezuma, scen. Alexis Arroyo, Juan Lopes Moctezuma
kraj produkcji: Meksyk

Rzadko się zdarza wygrzebać jakąś starą produkcje z Meksyku. Pierwsze co mnie pokusiło to przede wszystkim to, że film jest o opętaniach, znajdziemy w nim dużo nagości i do tego jest to film z gatunku nunsploitation, który lubię.

Justine traci oboje rodziców, przez co trafia do zakonu, w którym opiekują się sierotami. Szybko zaprzyjaźnia się z Alucardą. Dziewczyny dobrze się dogadują i pewnego dnia wyruszają na wyprawę gdzie spotykają tajemniczego człowieka, przez którego znajdują opuszczony budynek z trumnami w środku. Koleżanki zawierają ze sobą pakt przypieczętowany krwią, że będą się przyjaźnić całe życie. Po tym wydarzeniu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Alucarda zaczyna wychwalać Szatana i inne demony, aż pewnej nocy zjawia się w klasztorze znów ten sam tajemniczy człowiek i sprzedaje dusze dziewczyn diabłu...

Fabularnie nie jest może odkrywczo, ale ten temat jakoś zawsze mi się podobał. Opętania, okultyzm i klasztory zawsze mi się przyjemnie ogląda. Historia jest przedstawiona w dobry sposób i wciąga. Aktorsko zdecydowanie najlepiej sprawdza się aktorka, która gra Alucardę czyli Tina Romero. Ma charyzmę i potrafi przyciągnąć do siebie widza. Nie obeszłoby się również bez nagich scen z dziewczętami. Powiem tak - męska część widowni będzie zadowolona. Mamy również pokazane różne rytuały, zbiorowe orgie, egzorcyzmy, co jest na pewno plusem tego filmu. Kuleją natomiast strasznie efekty specjalne, ale to pewnie wina budżetu, bo jednak mimo wszystko jest to kino klasy B. 

Film mimo sporego upływu lat ogląda się przyjemnie. Nie ma żadnych nużących momentów ani takich, że chcielibyśmy wyłączyć film. Odkrywczy również nie jest i ci co oglądali kilka tytułów w podobnym klimacie niczym się nie zaskoczą. Jednak jeżeli nie macie pomysłu na żaden seans i chcecie na prawdę dobre kino z niższej półki to polecam Alucardę.

SCREENY




TRAILER


OCENA
6/10

niedziela, 14 lipca 2013

Świt żywych trupów (1978)

DAWN OF THE DEAD / ŚWIT ŻYWYCH TRUPÓW (1978)
reż. George A. Romero; scen. George A. Romero
kraj produkcji: USA, Włochy

Czy jest tu jakaś osoba co nie oglądała klasycznej Nocy żywych trupów z 1968 roku? Wątpię. Ten film zrobił rewolucję w kinie grozy i zapoczątkował szał na zombie movies. Twórcą tego wiekopomnego obrazu był George A. Romero, który dziesięć lat później postanowił wydać kontynuacje pod tytułem Świt żywych trupów. Tym razem Romero do pomocy w produkcji przygarnął Dario Argento, mistrza włoskiej grozy co da się odczuć w filmie, głównie przez specyficzne, psychodeliczne ujęcia, które dobrze znamy z Suspirii. Warto zaznaczyć też to, że maczał palce przy muzyce wraz z grupą The Goblin.

Akcja rozpoczyna się zaledwie kilka tygodni po wydarzeniach z Nocy. Zombie zaczynają opanowywać powoli całą ziemię. Czworo naszych głównych bohaterów, w których skład wchodzi dwóch żołnierzy służb specjalnych, a także dwójka reporterów postanawiają uciec helikopterem w miejsce, gdzie plaga żywych trupów nie dotarła. Po kilkunastu godzinach latania w śmigłowcu zaczyna brakować paliwa, przez co są zmuszeni do wylądowaniu na dachu centrum handlowego. Początkowo jest to dla nich raj na ziemi, gdyż mimo śmiercionośnych bestii w środku mają to co jest im najbardziej potrzebne - broń i jedzenie. Jednak cała sielanka nie trwa zbyt długo i zaczynają popełniać błędy, które skazują ich na straty...

Cały film można podsumować jednym słowem - klasyk! Jednak ja jestem trochę bardziej czepliwy i mimo iż wielu fanów gatunku może przymknąć na to oko, to mi nie podoba się kilka rzeczy. Po pierwsze i najważniejsze - różowa krew? Ja rozumiem, że pewnie chodziło o względy ekonomiczne, lecz w 1978 roku dopuścić się takiego błędu? Po drugie - charakterystyka. Jestem pewien, że dałoby się to zrobić lepiej, bardziej przerażająco, a tak wygląda to co nie co sztuczne. Kolejną i ostatnią wadą jak dla mnie, to za dużo elementów humorystycznych. Brakuje tu takiej powagi i grozy jak w Nocy żywych trupów.

Przyczepić się natomiast nie można do fabuły. Tu stoi ona na wysokim poziomie, historia opowiedziana jest bardzo sensownie. Dodajcie do tego prawie non stop akcję, mnóstwo zombie i litry krwi. Hit murowany. Wykreowani bohaterowie są też bardzo charakterystyczny. Mamy tu do czynienia z dwoma cwaniakami, którzy niczego się boją, reportera, który na początku się wszystkiego boi, lecz potem nie ustępuje niczemu od kolegów, a także reporterkę, która chce być tak męska jak reszta towarzyszy.

Świt żywych trupów bez wątpienia zasługuje sobie na wysoką notę i był z pewnością znaczący dla kina grozy, lecz niestety nie powalał tak jak wydana dziesięć lat wcześniej Noc żywych trupów.

SCREENY




TRAILER


OCENA
8/10

sobota, 2 czerwca 2012

Góra boga kanibali (1978)


GÓRA BOGA KANIBALI / MOUNTAIN OF THE CANNIBAL GOD (1978)
reż. Sergio Martino; scen. Sergio Martino, Cesare Frugoni
kraj produkcji: Włochy

Włosi są znani z dobrego kina kanibalistycznego. Takie hity jak Cannibal Holocaust czy Cannibal Ferox przeszły do kanonu nie tylko filmów o kanibalach, ale także filmów gore. Ostatnio miałem ogromną ochotę obejrzeć coś włoskiego, więc sięgnąłem po Mountain of the Cannibal God. Niestety w porównaniu z innymi filmami o tej tematyce wypada słabo.

Susan Stevenson wraz ze swoim bratem Arthurem wyrusza na poszukiwania swojego zaginionego męża. Wybierają się do domu przyjaciela jej małżonka, Edwarda, który ma poprowadzić tą wyprawę. Wylatują helikopterem na małą wysepkę wraz z tubylcami, którzy mają zaprowadzić ich na górę, która znajduje się w centrum, gdyż Susan myśli, że tam właśnie jest jej mąż. Pewnej nocy jeden z członków ekipy znika. Kierując się dalej na górę zostają zaatakowani przez grupkę kanibali, lecz udaje im się zbiec. Ostatecznie docierają do zaprzyjaźnionej wioski, gdzie opowiadają przez kogo zostali zaatakowani. W nocy kanibale atakują ich i przybysze zostają wygonieni. Udają się w końcu na górę gdzie zostają uwięzieni...

Ogromną wadą tej produkcji jest to, że akcja jest wątła. Prawie cały film nic się nie dzieje, poza pierwszym atakiem kanibali i finałową sekwencją. Co najlepsze, sceny te są dostępne tylko w wersji uncut, czyli pełnej, niepociętej odsłonie filmu. Sceny gore są na średnim poziomie. Wnętrzności ofiar wyglądają sztucznie, wydają się jakby suche. Na uwagę zasługuje finalna scena, gdzie mamy do czynienia z wątkiem zoofilskim, kastracją i nagością. Ukazane są też walki dzikich zwierząt, które robią fajny smaczek, ale nie zostaja w pamięci. Rolę Susan gra Ursula Andress, która swoimi wdziękami potrafi przykuć męską część widowni. Muzyczne tło jest ubogie. Mamy jeden monotonny, w kółko powtarzający się motyw, który na dłuższą metę zaczyna się nudzić. Film był kręcony w Sri Lance i Malezji, więc krajobrazy miło się ogląda, ale to dalej za mało aby mieć tu do czynienia chociaż ze średnim filmem.


Uważam, że gdyby wyrzucić, lub urozmaicić początek filmu, albo poprawić sceny gore, to moglibyśmy mieć film odrobinę gorszy od genialnego Cannibal Holocaust. Tak otrzymujemy słabą włoską produkcje, która zanudzi przez pierwszą godzinę widza, lecz na końcówce fani nie powinni się zawieźć.


SCREENY




TRAILER


OCENA
4/10

piątek, 11 maja 2012

Pluję na twój grób (1978)


PLUJĘ NA TWÓJ GRÓB / I SPIT ON YOUR GRAVE (1978)
reż. Meir Zarchi; scen. Meir Zarchi
kraj produkcji: USA

Zawsze jak dowiaduję się, że jakiś film był zakazany w iluś tam krajach, to wiem, że w najbliższym czasie muszę ową pozycję obejrzeć. Tak samo było z Pluję na twój grób, zakazanym filmie Meir'a Zarchi'ego, który był zakazany ze względu na przedstawioną brutalność wobec kobiet. Film doczekał się oficjalnego remake'u w 2010 roku, o polskim tytule Bez litości, lecz czy pierwowzór jest aż tak dobrym filmem? Kontrowersyjnym na pewno.

Młoda pisarka, Jennifer Hill, postanawia wyjechać z Nowego Jorku do domku na wsi by napisać swoje debiutanckie dzieło. Poznaje pracownika stacji benzynowej, a także dostarczyciela zakupów, z którymi całkiem dobrze jej się rozmawia. Podczas pisania na podwórku kolejnego rozdziału swojej powieści zauważa, że dwóch jej znajomych płynie motorówką, ze swoimi kolegami. Hałas silnika zaczyna ją denerwować więc wraca do domu. W nocy słyszy różne dziwne gwizdy i okrzyki, lecz gdy wychodzi sprawdzić co się dzieje, okazuje się, że nikogo w pobliżu nie ma. Następnego dnia wypływa swoją łódką, by się poopalać i zrelaksować. Sielanka nie trwa długo, ponieważ czwórka złoczyńców pojawia się na swojej motorówce. Zaciągają łódkę dziewczyny, do brzegu i jeden z nich brutalnie ją gwałci. Po wszystkim dziewczyna ucieka, lecz nie na długo, bo doganiają ją i kolejny osobnik dokonuje gwałtu. Nieprzytomną zanoszą ją do jej domu i sytuacja się powtarza. Po opuszczeniu jej miejsca zamieszkania wysyłają jednego, żeby ją zabił, lecz ten nie dokonuje mordu i okłamuje kolegów. Jennifer, gdy już się otrząsnęła z tragicznych przeżyć postanawia zemścić się na swoich oprawcach...


Pluję na Twój grób porusza ważną tematykę jaką jest gwałt. Temat ten chyba już na zawsze będzie kontrowersyjny i wzbudzający oburzenie. Do tego dochodzi motyw zemsty na gwałcicielach, gdzie dziewczyna dokonuje brutalnych mordów. Tak więc fabuła jest całkiem interesująca. Do gry aktorskiej nie można się przyczepić, a szczególnie rola Camille Keaton robi wrażenie. Film jest interesująco skonstruowany, można go podzielić na dwie części. W jeden mamy przyjazd Jennifer i gwałt na niej, co ukazuje niewinność i niemoc jej, a w drugiej widzimy bohaterkę emanującą seksapilem, która wabi swoje ofiary, aby zabić je w najgorszy sposób. Ścieżki dźwiękowej w filmie nie ma, ponieważ reżyser nie wiedział jaką muzykę chciałby zamieścić. Podczas oglądania, lokacje strasznie kojarzyły mi się z Ostatnim domem po lewej Wesa Cravena, ale to chyba dlatego, że większość akcji dzieje się w lesie, jest też i jezioro. Ogólnie rzecz biorąc, film jest dobry. Może dziś już tak nie szokuje, bo nawet wydany dwa lata później Cannibal Holocaust pokazywał bardziej brutalne sceny gwałtów, ale dobrze się go ogląda i sceny morderstw popełnianych przez Jennifer są fajnie zrealizowane.


SCREENY




TRAILER


OCENA
7/10

wtorek, 10 kwietnia 2012

Halloween (1978)


HALLOWEEN (1978)
reż. John Carpenter; scen. John Carpenter; Derba Hill
kraj produkcji: USA

O Halloween i Michaelu Myersie słyszał każdy, nawet jeśli nie przepada za filmami grozy. Postać wykreowana przez John'a Carpentera i Derbę Hill przeszła do kanonu kinematografii a wśród horrormaniaków jest stawiana przeważnie tak samo wysoko jak Freddy Krueger, Jason Voorhees, czy Leatherface. Film odniósł spory sukces, doczekał się wielu kontynuacji a nawet i remake'ów. Co najlepsze, reżyser stworzył arcydzieło kina grozy operując budżetem który wynosił 300,000$, z czego połowę wydał na specjalne kamery, aby obraz był w formacie anamorfotycznym, który wtedy był mało popularny. 

Jest rok 1963, noc halloween. Rodziców Judith nie ma w domu, więc zaprasza do siebie swojego chłopaka. Prócz nich znajduje się tam jeszcze jest młody brat, Michael. Dziewczyna spędza upojne chwile ze swoją miłością, która potem idzie do domu. Nagle z kuchni jej brat bierze nóż i brutalnie ją morduje. Chłopak wybiega przed dom i zostaje zauważony przez swoich rodziców. Zostaje odesłany do szpitala psychiatrycznego na piętnaście lat. Jego opiekunem zostaje doktor Sam Loomis, który odkrywa, że Michael jest całkowicie pozbawiony uczuć, nie odróżnia dobra od zła. Próbował dotrzeć do niego w jakiś sposób przez pierwsze osiem lat, lecz potem zrezygnował starając się aby pozostał w zamknięciu ponieważ jest w nim tylko czyste zło. Gdy chłopak kończy dwadzieścia jeden lat, ma stanąć przed sądem po to, by zostać skazanym za zabójstwo siostry. Niestety podczas przewożenia go, nastąpiły problemy przez co mordercy udaje się uciec. Postanawia wrócić do rodzinnego Hannonfield i dokonać rzezi na mieszkańcach miasteczka...

Największym plusem filmu jest mistrzowski nastrój, w który widz się wczuwa mimowolnie. Potęguje go do tego muzyka, którą także stworzył Carpenter i to w zaledwie cztery dni. Większość filmu jest kręcona w półmroku, przez co zachowany jest rąbek tajemnicy zabójstw Michaela, tak samo jak i kamera nie pokazuje wszystkiego po to by widz wytężył wyobraźnie. Produkcja trzyma w napięciu tak jak mało który film i mimo tego, iż nie ma tu wielu litrów krwi jestem pewny, że większość widzów będzie całkowicie usatysfakcjonowana po seansie. Główna rola filmu należy do znanej Jamie Lee Curtis, która wcieliła się w postać Laurie. Warto zaznaczyć, że jest to jej filmowy debiut, a już pokazała klasę. Świetnie ukazuje swój strach i przerażenie. Jedyną wadą filmu jak dla mnie jest to, że akcja filmu trochę wolno się rozkręca, przez co niektórzy mogą wyłączyć film już zanim Michael zacznie mordować. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fana horroru, lecz dla każdego kto chce poznać kawałek historii amerykańskiego kina.


SCREENY




TRAILER


OCENA
9/10