Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1999. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1999. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 maja 2014

Krzyk (1996)


SCREAM / KRZYK (1996)
reż. Wes Craven; scen. Kevin Williamson
kraj produkcji: USA


Ach ten Wes Craven. Zawsze miałem słabość do tego reżysera, ale to wszystko przez Koszmar z Ulicy Wiązów, gdzie za małolata zostałem oszołomiony jego kunsztem. Z Krzykiem wiąże się inna historia, bo tu kluczową rolę odgrywał magnetowid i kaseta zakupiona przez brata kiedyś tam, dawno temu. Dziś oglądając, aby przypomnieć sobie film obejrzałem go ponownie - na kasecie wideo.

W małym miasteczku Woodsbro dochodzi do brutalnego morderstwa, w którym ginie dwójka młodych ludzi. Morderca wybiera swoje ofiary spośród uczniów lokalnej szkoły. Dzwoniąc do nich zachęca ich do zagrania w grę, polegającą na odpowiadaniu na pytania z dziedziny horrorów. Gdy ofiara źle odpowie to zostaje zabita. Główną bohaterką jest tutaj Sidney Prescott, która nie doszła do siebie, po tym jak rok temu jej matka została zgwałcona i zabita. W rocznicę dostaje telefon od tajemniczego mordercy z pytaniem, czy nie chciałaby zagrać w grę. Od tamtej pory do akcji wkracza policja, jak i dziennikarka rządna sensacji. Wszyscy chcą odnaleźć tajemniczego mordercę z charakterystyczną maską...

Ja wiem, ten film był zachwalany zawsze i wszędzie, ale zasłużył na to. Jest to majstersztyk, taki rasowy horror zrobiony według idealnego schematu, że nie ma opcji aby się nie spodobał. Najlepsze w tym wszystkim jest, że do samego końca nie wiemy, kto tak na prawdę kryje się za kultową maską ghostface'a. Do tego w roli głównej śliczna Neve Campbell, która gra tyraną przez życie Sidney. Owszem, fani gore smaczków za dużo tu nie znajdą, jednak nie oszukujmy się - ten film przyniósł w połowie odrodzenie horrorom i zaczęły wtedy wylęgać się jak grzyby po deszczu tzw. teen slashery z Koszmarem minionego lata na czele. Fajnym akcentem była też jedna scena, gdzie widzimy woźnego w sweterku Freddy'ego Kruegera. Film, który przeszedł do klasyki i nigdy nie zostanie zapomniany.


SCREENY




TRAILER


OCENA
9/10

poniedziałek, 14 października 2013

Furia: Carrie 2 (1999)


RAGE: CARRIE 2 / FURIA: CARRIE 2 (1999)
reż. Katt Shea; scen. Rafael Moreu
kraj produkcji: USA

Po kilkunastu latach doszło do tego, że została nakręcona kontynuacja Carrie. Pierwsza myśl - jak można nakręcić dalszą część tego co już jest zakończone? Widocznie da się. Katt Shea wzięła się za reżyserie tego i niestety nie wyszło to sensownie. 

Rachel mieszka wraz z matką, która pewnego wieczora zostaje zabrana do szpitala psychiatrycznego. Dziewczyna wtedy trafia do rodziny zastępczej, z którą nie za dobrze się dogaduje. W drodze do szkoły, jej przyjaciółka Lisa była bardzo zadowolona i opowiada o tym, jak zeszłej nocy straciła dziewictwo. Natomiast w szkole, z niewiadomych przyczyn popełnia samobójstwo. Cała sprawa jest bardzo nagłośniona. Rachel i jej nauczycielka Sue wiedziały, że dzieje się z nią coś dziwnego, ma nadnaturalne moce. Sue rozkminia, że może mieć to coś wspólnego z jej szkolną koleżanką Carrie White, która zrobiła masakrę 20 lat temu na studniówce. Bohaterka zaczyna spotykać się z jedną z gwiazd drużyny footballowej - Jessem, lecz jego kumple z drużyny nie przepadają za nią, gdyż za jej sprawą ma problem jeden z chłopaków. Postanawiają pewnej nocy zażartować sobie z niej, a zarazem nastraszyć ją. Sumienie ruszyło Marka, prowodyra tej napaści i w ramach przeprosin daje Jessowi klucz do domku letniskowego jego rodziców,by mogli miło spędzić czas. Chłopak biorąc od niego klucze, nie był świadomy, że to tylko kolejna gierka kolegów, by zniszczyć Rachel...

Nie powalił mnie ten film. Przez większość czasu jest nieciekawie. Oglądamy tu dużo scen z życia szkolnego, miłości nastolatków i tym podobnych rzeczy. Momentami są wplecione wątki z pierwszej części filmu, gdzie ojciec Carrie odgrywa istotną rolę. Interesująco robi się dopiero pod koniec, gdzie Rachel idzie na imprezę i dokonuje konkretnego sajgonu i mści się na rówieśnikach. Mimo iż wydawało się, że nie da się stworzyć kontynuacji historii, tak reżyser i scenarzysta inteligentnie wykorzystał zapomnianą przez większość, jak nie wszystkich postać ojca bohaterki pierwszej części. 

Gdyby nie to, że film przez ponad pół seansu wiał nudą, to mielibyśmy do czynienia z całkiem niezłą produkją. Na szczęście dla tego filmu wycieli kilka scen, które pierwotnie miały trafić do ostatecznej wersji filmu. Już teraz jest całkiem słabo, a mogło być jeszcze gorzej. Mimo wszystko końcówka nam tylko trochę wynagrodziła stracony czas. 

SCREENY




TRAILER


OCENA
4/10

sobota, 21 września 2013

Jeździec bez głowy (1999)


SLEEPY HOLLOW / JEŹDZIEC BEZ GŁOWY (1999)
reż. Tim Burton, scen. Andrew Kevin Walker, Kevin Yagher
kraj produkcji: USA, Niemcy
                
Jesień jest doskonałą porą roku na oglądanie klasycznych horrorów. Gotycka historia, trochę krwi, miniona epoka, mgła, ciemność  deszcz na ekranie i za oknem - to wszystko wystarczy, aby uzyskać lekko niepokojący klimat. Na taki jesienny seans doskonale pasuje film wyreżyserowany przez mistrza budowania nastroju mroku na swój oryginalny sposób. Czas na „Jeźdźca bez głowy” Tima Burtona.
                
Fabuła filmu nie jest zbyt skomplikowana. W Nowym Jorku przełomu XVIII i XIX wieku, żyje Ichabod Crane grany przez Johnny’ego Deppa. To młody, wykształcony śledczy, który zostaje poproszony o rozwiązanie zagadki morderstw w Sleepy Hollow. Wierzy w potęgę rozumu, racjonalne myślenie, więc w ogóle nie przemawia do niego wersja mieszkańców miasteczka. Według nich nigdy nie stanie z oprawcą oko w oko, bo sprawcą brutalnych zbrodni jest tytułowy Jeździec- duch żołnierza wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Nie może on zaznać spokoju po śmierci, ponieważ odcięto mu głowę. Teraz szuka jej wśród żywych, dlatego bezcześci ciała swoich ofiar zabierając im tę część ciała. Mimo intensywnego śledztwa, przestępca pozostaje nieuchwytny, a Sleepy Hollow dotyka kolejna fala morderstw. Ichabod musi skonfrontować swoje dotychczasowe ideały z tym (a raczej z kim) przychodzi mu się zmierzyć w mrocznym i pełnym tajemnic osiemnastowiecznym miasteczku.
                
Największym atutem filmu jest wspomniany wcześniej klimat. Składa się na niego wiele doskonale przemyślanych elementów. Od tych wielkich i kluczowych jak fabuła, scenografia, gra aktorów (na szczególną uwagę zasługuje tu rola Christophera Walkena, ale każda z postaci naprawdę zapada w pamięć), czy muzyka do mniejszych- rekwizytów, kostiumów, czy przemyconych horrorowych „smaczków” (jak choćby dynie, czy domek wiedźmy w głębi lasu). Na niekorzyść mogą przemawiać „efekty specjalne” wykonane techniką animacji poklatkowej. Częściej, zamiast przerażenia, budzą uśmiech, ale nie burzą wspomnianej atmosfery.

„Jeździec bez głowy” nie jest typowym filmem grozy. Jest w nim oczywiście sztandarowa, mroczna historia, nie brakuje też brutalnych scen i krwi. To dzieło opiera się głównie na gotyckim klimacie, która przenosi w świat Burtona- niewątpliwie nieszablonowy i specyficzny. Nie każdemu fanowi horrorów taka forma przypadnie do gustu, jednak moim zdaniem jest to film który warto obejrzeć. Nie należy oczekiwać potężnej dawki strachu, tylko potraktować „Jeźdźca bez głowy” jako hołd dla dziewiętnastowiecznych opowieści, mrocznego nastroju i oryginalności.


SCREENY




TRAILER


OCENA
9/10

wtorek, 29 maja 2012

Gra wstępna (1999)


GRA WSTĘPNA / AUDITION (1999)
reż. Takashi Miike; scen. Daisuke Tengan
kraj produkcji: Japonia / Korea Południowa

Takashi Miike, japoński reżyser znany z bardzo płodnego dorobku, który obraca się w różnych gatunkach kinematografii i często łączy je ze sobą. W świecie horroru zasłyną przede wszystkim takimi produkcjami jak Nieodebrane połączenie, Ichi zabójca czy właśnie Gra wstępna. Film zachwalany przez wiele osób, przez część znienawidzony. Ja uważam, że prawda leży gdzieś po środku.

Żona Aoyamy umiera. Mężczyzna przez siedem lat żyje samotnie wychowując swojego syna, który mówi mu któregoś dnia, żeby w końcu znalazł sobie jakąś kobietę i ponownie się ożenił. Jego przyjaciel z branży filmowej chce pomóc mu znaleźć partnerkę i obaj organizują kasting do filmu, na który ma się zgłosić trzydzieści dziewcząt. Aoyama zwraca szczególnie uwagę na skromną Asami, która kiedyś trenowała balet, a teraz chce spróbować sił w aktorstwie. Po przesłuchaniu, tego samego wieczora dzwoni do niej i umawiają się na spotkanie. Aoyamie wydaje się, że wszystko przebiega idealnie, lecz jego przyjaciel dowiaduje się, że dane Asami, które podała w zgłoszeniu do filmu są fałszywe. Zakochany nie zwraca na to uwagi i wyjeżdża z nią razem na weekend. Po upojnej nocy dziewczyna znika, a on dowiaduje się o niej przerażającej prawdy...

Audition na pewno wyraźnie można podzielić na dwie części. Jedna jest typowo obyczajowa. Przez godzinę oglądamy spokojne życie Aoyamy, gdzie poznajemy jego syna, widzimy jak stara się o Asami, jak spędzają wspólnie czas. Druga część jest o wiele mroczniejsza, gdy główny bohater odkrywa kim na prawdę jest jego ukochana. Na największą pochwałę zasługuje ostatnie pół godziny gdzie mamy świetną finalną scenę przy użyciu igieł do akupunktury. Muzyka, którą Miike oprawił swój film jakoś nie wysuwa się na plan, ani nie jest za daleko. Utwory muzyczne pasują w sam raz do melancholijności obrazu i za to także należy się plus. Więc jakie wady? Ano właśnie ta nieszczęsna pierwsza godzina, gdzie nic interesującego się nie dzieje. Rozumiem, że reżyser chciał bardzo szczegółowo zapoznać nas z sytuacją i bohaterami, ale to wszystko dałoby się upchać w trzydzieści minut a nie ponad sześćdziesiąt. 

Strasznie w filmie urzekła mnie gra aktorska, wtedy 23 letniej aktorki, Eihi Shiina. Idealnie wcieliła się w postać Asami, gdzie podczas postępu filmu przechodzi transformacje osobowości z niewinnej, skromnej, cichej i zagubionej dziewczyny w brutalną morderczynię, która stosuje bardzo okrutne tortury. Na uwagę zasługuje też scena gdzie więzień Asami zjada jej wymiociny. Przyprawić może o mdłości i co najciekawsze, do filmu wykorzystali prawdziwe wymioty Eihi Shiiny. 

Można orzec, że film wydaje się bardzo dobry i taki będzie dla ludzi, którzy nie liczą na szybką akcje tylko chcą bardzo wprowadzić się w życie bohaterów. Dla innych będzie on po prostu średnim filmem, bo pierwsza połowa przynudza. Mimo to polecam się z nim zapoznać ze względu na dobry finał.

SCREENY






TRAILER




OCENA
6/10

wtorek, 24 kwietnia 2012

Blair Witch Project (1999)


BLAIR WITCH PROJECT (1999)
reż. Daniel Myrick, Eduardo Sanchez; scen. Daniel Myrick, Eduardo Sanchez
kraj produkcji: USA


Kto z nas nie słyszał o tym filmie, który zrobił rewolucje w kinie grozy, przez to, że był stylizowany na dokument. Kto nie wierzył w to, że ta historia jest serio oparta na faktach. Przebój kinowy Blair Witch Project, jest jednym z najbardziej oryginalnych horrorów, który zainspirował wielu twórców do tworzenia filmów w podobnym klimacie. Film był także dobrze zarobkową pozycją ponieważ budżet wynosił 22 tysiące dolarów, a przyniósł dochodu 240 milionów dolarów. Doczekał się kontynuacji i 3 odsłon gry komputerowej.

Trójka studentów postanawia wyruszyć do lasu w okolicy Burkittesville, aby nakręcić dokument o wiedźmie Blair. Wyposażeni w dwie kamery i magnetofon DAT wyruszają w podroż. Po dotarciu do miasta przeprowadzają wywiady z ludźmi, aby dowiedzieć się czegoś o legendzie lasu, który znajduje się nieopodal. Mieszkańcy przestrzegają ich przed nim i uważają, że jest nawiedzony. Grupa oczywiście nic sobie z tego nie robi i postanawiają wyruszyć na poszukiwania śladów wiedźmy Blair. Pierwszego dnia pobytu w lesie kręcą spokojnie materiał do reportażu i wszystko idzie zgodnie z planem. Jednak drugiego dnia, w nocy słyszą różne dziwne niepokojące głosy. Postanawiają skończyć z kręceniem filmu i wrócić do samochodu, który zaparkowali paręnaście kilometrów wcześniej. Okazuje się, że zabłądzili a mapa wcale nie pomaga im w odnalezieniu drogi. Na swojej drodze znajdują dziwne rzeczy jak kupki kamieni, które czasem brały się znikąd, lub charakterystyczne znaki porozwieszane na drzewach. Pewnego ranka, po kolejnej ciężkiej, strasznej nocy ich przyjaciel, Josh, nagle zniknął. Wtedy już ani Mike, ani Heather, nie mają wątpliwości, że wiedźma Blair na prawdę istnieje...

To, co najważniejsze w tym filmie to unikatowy, niecodzienny, ciężki i mroczny klimat. Całość robi wrażenie prawdziwie amatorskiego filmu, bez żadnego ubarwiania zjawami, efektami specjalnymi. Nawet jest widoczny na dole charakterystyczny cienki pasek taki jaki jest widoczny na filmach oglądanych z kaset wideo. Pewnie mało osób zwróciło uwagę na ten szczegół, lecz jak dla mnie jeszcze bardziej dopełnia on wrażenie tego, że ta historia jest prawdziwa. Wszystkie ujęcia są kręcone z ręki, nie były używane żadne statywy, a co najlepsze, część scen kręcili sami aktorzy, którzy po za tym myśleli, że ta opowieść o wiedźmie jest na faktach, a o tym, że to fikcja dowiedzieli się po wydaniu filmu. Zdjęcia do filmu trwały tylko osiem dni i mimo takiego krótkiego czasu poświęconemu na kręcenie otrzymujemy dzieło wyjątkowe i niepowtarzalne. Chyba nie ma żadnego filmu, który jest robiony bez efektów, muzyki i duchów a robi tak piorunujące wrażenie. Moja rekomendacja jest chyba zbędna, ponieważ koniecznością jest obejrzenie horroru, który zainspirował sporą ilość filmów grozy jakie kręci się ostatnio.

SCREENY




TRAILER


OCENA
9/10

wtorek, 27 marca 2012

Ring Virus (1999)


RING WIRUS / THE RING VIRUS (1999)
reż. Dong-bin Kim; scen. Dong-bin Kim
kraj produkcji: Korea Południowa

Ring Virus jest to koreańska wersja świetnego, sławnego japońskiego horroru Ringu. Koreańczycy postanowili poprawić japońską wersję i dodać w niej więcej wątków z książki, którą napisał Koji Suzuki w 1991 roku. Niestety, mimo tego iż więcej faktów zgadza się z powieścią nie jest niestety tak genialna jak film Japończyków.

Sang-Mi, młoda dziewczyna, umiera w nieznanych, tajemniczych okolicznościach. Jej ciotka, dziennikarka Sun-Ju postanawia zbadać tą sprawę i trafia na trop trójki innych nastolatków, którzy zginęli tego samego dnia i o tej samej godzinie co jej siostrzenica. Zagłębiając się w sprawę odnajduje ośrodek wypoczynkowy, w którym czworo przyjaciół wspólnie spędziło weekend. Znajduje tam także kasetę video z dziwnym filmem. Na ekranie telewizora pokazują się abstrakcyjne obrazy i pojawia się wiadomość, że "każda osoba, która to obejrzy umrze za siedem dni, aby złamać klątwę musisz zrobić następujące rzeczy..." i w tym momencie film zostaje przerwany, ponieważ ktoś nagrał reklamy z telewizji. Sun-Ju musi rozwikłać zagadkę zanim minie ostatnie siedem dni jej życia i angażuje do tego swojego przyjaciela Choi Yeol, który także ogląda kasetę i zaczyna nad nim ciążyć klątwa...

Po tych różnych remake'ach i alternatywnych kontynuacjach byłem sceptycznie nastawiony do filmu. Myślałem, że to będzie kolejna próba zarobienia na filmowym geniuszu Hideo Nakaty, lecz Ring Virus ogląda się całkiem dobrze. Klimat jest odpowiednio budowany lecz nie jest taki ciężki i mroczny jak w japońskiej wesji, gra aktorów niczego sobie, jednak film wcale nie straszy no i słynna Sadako nazywa się Eun-Suh co trochę razi. Produkcja jest wierniejszym odzwierciedleniem książki. Nawet na przeklętej kasecie pojawiają się takie same napisy co w książce, lecz dalej mamy główną bohaterkę a nie bohatera jak w powieści. Mimo tych wad, i tego, że już to było film jest godny polecenia nawet nie aż tak wielkim fanatikom Ringu, a każdemu fanowi filmów grozy.

SCREENY




TRAILER


OCENA
6/10

piątek, 16 marca 2012

Ringu 2 (1999)


KRĄG 2 / RINGU 2 (1999)
reż. Hideo Nakata; scen. Hiroshi Takahashi, Hideo Nakata
kraj produkcji: Japonia


Po świetnym przyjęciu pierwszej części Ringu było wręcz pewne, że Hideo Nakata pokusi się na nakręcenie drugiego filmu, biorąc pod uwagę, że w między czasie wyszła alternatywna kontynuacja pod tytułem Rasen... Ale wracając do tematu, to Ringu 2 wyszedł reżyserowi genialnie.

Film rozpoczyna się prawie dokładnie w tym samym miejscu do się kończyła pierwsza część. Redaktor Okazaki, kolega z pracy głównej bohaterki pierwszego filmu, postanawia kontynuować pracę nad materiałem, który rozpoczęła jego koleżanka. Gdy przegląda jej materiały do redakcji przychodzi Takano, która była asystentką Takayamy, też znanego z poprzedniej części, i oznajmia Okazaki'emu, że ten nie żyje. Oboje idą do domu zmarłego i w łazience znajdują coś co przypomina spaloną kasetę. W tej samej chwili dzwoni policja i oznajmia, że ojciec Reiko zmarł w niewyjaśniony sposób. Sama dziennikarka zniknęła i od paru dni nie wiadomo co się z nią dzieje. W międzyczasie Okazaki dowiaduje się, że dziewczyna, która była świadkiem śmierci Tomoko (też znana z pierwszej części), przebywa w szpitalu psychiatrycznym i strasznie boi się telewizora. Postanawia razem z Takano ją odwiedzić. W trakcie spotkania dziewczyna patrzy na telewizor, a na ekranie powstają niepokojące zakłócenia...

Ringu 2, podobnie jak pierwszy, jest obdarzony niesamowitym, ciężkim klimatem. Czuć ciągły niepokój i wiecznie rosnące napięcie. Akcja rozkręca się o wiele szybciej niż w poprzedniej części, przez co ani na minutę film nie nudzi. No i do tego wydaje mi się, że bardziej straszy. Jak na tak krótki czas dzielący obydwa filmy od siebie to dzieło Hideo Nakaty jest na prawdę genialne. Jednak myślę gdyby nie pośpiech aby zatrzeć złe zdanie po wydaniu przez innych twórców alternatywnego sequela Rasen, to myślę, że byśmy mieli tu do czynienia z prawdziwym arcydziełem horroru.

SCREENY





TRAILER



OCENA
9/10

sobota, 10 marca 2012

Władca lalek 7: Wspomnienia władcy lalek (1999)


WŁADCA LALEK 7: WSPOMNIENIA WŁADCY LALEK / RETRO PUPPET MASTER (1999)
reż. David DeCoteau; scen. Benjamin Carr
kraj produkcji: USA


Następny film o lalkach Andre Toulona. Czy po sześciu częściach można czymś jeszcze widza zaskoczyć? Kontynuacja jest prequelem wydarzeń przedstawionych w trzecim odcinku serii, który był prequelem pierwszej, kultowej części filmu.

Jest rok 1944. Toulon postanawia uciec z Niemiec do Szwajcarii aby żyć poza granicami wojny. Przed wyjazdem postanawia powspominać czasy swojej młodości i opowiada jakim sposobem dowiedział się o życiodajnej miksturze. Akcja filmu przenosi się do 1892 gdzie czarnoksiężnik Afzel znajdujący się w Egipcie wykrada starożytne zaklęcie dające życie. Mag przez to wzbudza gniew starego boga Sutekha, który ożywia swoich trzech posłańców. Dziesięć lat po tych wydarzeniach Andre Toulon ma swój pierwszy, duży publiczny występ, którą główną atrakcją są drewniane kukiełki. Pod koniec przedstawienia, na dworze przed teatrem zostaje zaatakowany Afzel przez wysłanników Sutekha. Nieprzytomnego czarodzieja znajduje Ilsa - córka szwajcarskiego ambasadora, która właśnie wyszła po zakończonej sztuce. Woła o pomoc i na miejsce przychodzi lalkarz. Dziewczyna gratuluje mu talentu i prosi o zaopiekowanie się mężczyzną. Kilka godzin później czarnoksiężnik budzi się i opowiada Andre o zaklęciu dającym życie i postanawia mu je przekazać...

Siódma część Władcy lalek to niestety klapa. Lalki zyskały nowy, gorszy wygląd. Wyglądają jak wystrugane z drewna i nie robią już takiego wrażenia jak poprzednie. Do tego dochodzi całkowity brak krwi i w ogóle brak elementów horroru. Dodajmy do tego jeszcze mizerne efekty specjalne i wątłą akcje na ekranie. Wcześniej pisałem, że najgorsza to czwarta i piąta część, lecz myliłem się. Nawet jak jesteś fanem serii to zdecydowanie nie polecam.

SCREENY




OCENA
2/10