Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks

niedziela, 5 października 2014

Annabelle (2014)


ANNABELLE (2014)
reż. John R. Leonetti; scen. Gary Dauberman
kraj produkcji: USA

Pamiętacie głośny hit kinowy po tytułem Obecność? W okolicach premiery w internecie spam był ogromny, szał był spory, lecz film zrzynał wszystko z klasyków i robił czasem niezłe jump sceny i tyle. Pewne było, że ktoś wykorzysta motyw lalki Annabelle i zrobi film na tej podstawie, to była tylko kwestia czasu, ale czy im się udało zrobić jakieś dzieło? Tu powiątpiewam. 

John Form znajduje idealny podarunek dla swojej ciężarnej żony Mii — piękną i rzadko spotykaną starodawną lalkę ubraną w śnieżnobiałą suknię ślubną. Radość Mii z prezentu nie trwa jednak długo. Pewnej straszliwej nocy para zostaje napadnięta w domu przez wyznawców szatana, którzy brutalnie atakują małżonków. Jednak rozlana krew i przerażenie to nie wszystko, co po sobie pozostawią. Okultyści wywołają istotę tak złą, że nic z tego, co uczynili, nie będzie w stanie równać się ze złowrogą bramą do świata przeklętych, jaką stanie się... Annabelle.

No, i sprawa prezentuje się tak, że nie powiem, fabularnie byłem zajarany. Lubię klimaty okultystyczne, gdzie jakieś duchy się kręcą na ekranie. I owszem, na początku w Annabelle się wkręciłem ostro, czekałem na rozwój akcji (no może troszkę za długo) i jak zaczęło się dziać to był poziom. Jump sceny są na naprawdę niezłym poziomie, kilka razy zdarzyło mi się podskoczyć, lecz już przy trzeciej, czwartej można było skumać schemat jakim się twórcy posługiwali. Drugą i największą bolączką było zakończenie filmu, które mnie załamało, bo jak cały film płynął pozytywnie tak końcówka jest do bani. Nie będe Wam spoilerował, ale jak będziecie mieli możliwość to sprawdźcie to.

Ogólnie podchodzę zawsze do nowych filmów z dystansem, bo może to przez ilość obejrzanych horrorów, albo przez to, że te produkcje są gorsze... - No nowe horrory słabo straszą. Za mało teraz stawia się na atmosferę, tylko rzuca się jump sceny, bo one robią największą robotę, lecz nie tędy droga moi drodzy twórcy. 

Warto obejrzeć Annabelle, jeśli zajaraliście się Obecnością, ale wyjadacze horrorowi się zawiodą. Młodym widzom podpasuje ze względu na efektowe straszenie w kilku momentach, lecz dla mnie to za mało.


SCREENY




TRAILER


OCENA
6/10

Advertisement

wtorek, 12 sierpnia 2014

Paranormal Activity: Naznaczeni (2014)


PARANOMAL ACTIVITY: THE MARKED ONES / PARANORMAL ACTIVITY: NAZNACZENI (2014)
reż. Christopher Landon; scen. Christopher Landon
kraj produkcji: USA

No i nastał ten dzień, gdy ukazała się kolejna część serii, która powoli zaczyna być produkowana taśmowo jak Piła, czy kiedyś Piątek 13. Nie powiem, na początku kibicowałem tej serii, bo może nieco po nawet dobrej jedynce, wyszła genialna dwójka, a potem niczego sobie trzecia część. Czwarta odsłona już zaczynała nużyć i tak odkładałem Naznaczeni na później, aż w końcu się skusiłem. Nie było aż tak źle.

Dwóch młodych chłopaków zaopatruje się w porządną kamerę (nawet i z funkcją HD). Zaczyna nagrywać swoje codzienne życie. W bloku, piętro niżej mieszka stara Amy, która uważana jest według wszystkich za czarownicę. Pewnej nocy chłopcy słyszą odgłosy dochodzące z jej mieszkania. Przez szyb wentylacyjny spuszczają kamerę i zauważają nagą młodą dziewczynę na której nawiedzona sąsiadka przeprowadza jakiś rytuał. Kilka dni później okazuje się, że ich kolega ze szkoły zamordował Amy. Chłopcy wpadają do domu sąsiadki, który oczywiście jest zaplombowany. Znajdują tam ślady krwi i jakiś notatnik. Po zgłębieniu się w historię okazuje się, że przeprowadzany rytuał naznacza dzieci w łonie matki po to, aby zostały opętane. Główny bohater filmu także został naznaczony...

Zacznijmy od początku. Fabuła jest taka naciągana troszkę. Początek niby się wlecze, ale nie razi i ogląda się to w porządku. Po rozkręceniu filmu, czyli gdy Amy zostaje zabita, akcja zaczyna się co nie co rozkręcać, ba, nawet zdarzają się i jump sceny, lecz... no właśnie. Sceny nie są zrobione w sposób zaskakujący jak w przypadku drugiej odsłony i do tego jest ich mało. Raptem na jednej tylko się wzdrygnąłem. Do tego końcówka sama filmu jest strasznie zawiła i ciężko ją zrozumieć. 

Przez film da się przebrnąć bez problemu, lecz zostawia pewien niedosyt. Czuć tu już straszną chęć podreperowania budżetu, lecz dalej tragedii nie ma. Na zapowiadaną kolejną część oczywiście czekam, lecz już bez wypieków na twarzy.

SCREENY




TRAILER


OCENA
5/10

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Obsydianowy motyl (2000)


OBSYDIANOWY MOTYL / OBSIDIAN BUTTERFLY (2000)
autor: Laurell K. Hamilton

Nigdy wcześniej nie czytałem powieści tej autorki. Nawet i nie pokusiłem się o zainteresowanie nią, gdyż cykl powieści o Anicie Blake uważałem wstępnie za zmierzchopodobny wyrób. Przypadkiem trafiła mi ta powieść w łapy i powiem Wam szczerze, że zachwyciłem się prawie od samego początku.

W Nowym Meksyku, na terenie Santa Fe dochodzi do tajemniczych morderstw, gdzie ofiary są obdzierane ze skóry, lecz dalej żyją. Rywal Anity Blake, Edward, wzywa ją aby mu pomogła rozwikłać zagadkę, gdyż obiecała mu kiedyś przysługę. Po przybyciu na miejsce zbrodni i obejrzenia ciał w szpitalu nasza bohaterka jest pewna, że nie jest to robota istoty żywej. Warto zaznaczyć, że nasza bohaterka żyje z ożywiania nieumarłych. Podczas wizyty w domu ofiar zaczyna czuć duchy, jakąś nieznaną aurę. Razem z Edwardem zaczyna rozwiązywać zagadkę mistycznych obdarć ze skóry, lecz historia zaczyna się komplikować...

Wielki plus dla autorki za to, że powieść bywa brutalna. Podczas opisów ciał jest tyle szczegółów, że bez problemu można sobie wyobrazić jak to wszystko wygląda. Drugim atutem jest na prawdę wciągająca fabuła. Podczas oglądania okładki myślałem, że to będzie lekka, niezbyt porywająca książka na miarę wspomnianego Zmierzchu, jednak zaskoczyłem się pozytywnie. To nie jest pierwsza powieść z cyklu o Anicie Blake, więc kilka wątków drobniejszych pozostało dla mnie nie do końca zrozumiałych, lecz jest to plus, gdyż mam ochotę przeczytać poprzednie wypociny autorki.

Książka zasługuje na pozytywną ocenę, chociaż słabszych czytelników może przerazić ilość stron (około 900), jednak gdy się już wciągnięcie, co nadchodzi bardzo szybko, to wszystko będzie płynąć tak trzymając w napięciu, że w oka mgnieniu dobrniecie do końca.

OCENA
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu: